Znowu okazało się, że Wejherowo nie miało racji w sprawie stadionu. Potwierdził to Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Wejherowo wydało z publicznych pieniędzy na walkę z Gryfem już prawie 100 tysięcy zł. Przypominamy całą historię: W 1984 roku Naczelnik Miasta Wejherowa wydał decyzję administracyjną, na podstawie której umożliwiono przekazanie na 99 lat w użytkowanie wieczyste stadionu dla Klubu Sportowego „Gryf”.Potem znalazł się inwestor, z którym klub doszedł do porozumienia w sprawie inwestycji i pieniędzy na bieżące funkcjonowanie. Ale zapis o sprzedaży nie spodobał się prezydentowi Hildebrandtowi, który chciał przejąć stadion z powrotem nie proponując nic w zamian. - Prawda jest taka, że miasto nic z tym stadionem nie chciało robić – mówi Rafał Szlas, prezes klubu. - Nie zależało im, a teraz przeszkadzają w rozwoju.
Prezydent chciał wzruszyć decyzję z 1984 roku. Wojewoda nie przyznał mu racji, tak samo Minister Infrastruktury. Wejherowo i na to się poskarżyło, ale sąd oddalił skargę miasta nie dopatrując się podstaw do jej uwzględnienia.
- Prezydent, gdyby chciał wziąć stadion - mógłby to zrobić dużo wcześniej – mówi Rafał Szlas. - Była nawet powołana specjalna komisja, która się tym zajmowała, ale zawsze w ostatniej chwili znajdowano jakiś pretekst, żeby nie podpisać się pod dokumentami przejęcia. Nigdy nie bylem przeciwnikiem, żeby stadion wrócił do miasta, ale na godnych warunkach.
Po raz następny okazało się, że Wejherowo nie miało racji w sprawie stadionu na Wzgórzu Wolności. Potwierdził to w czwartek Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Wejherowo wydało z publicznych pieniędzy na walkę z Gryfem – na kilku adwokatów i koszty procesowe - już prawie 100 tysięcy zł.
Przypominamy całą historię: W 1984 roku Naczelnik Miasta Wejherowa wydał decyzję administracyjną, na podstawie której umożliwiono przekazanie na 99 lat w użytkowanie wieczyste stadionu dla Klubu Sportowego „Gryf”. - Stadion de facto został przekazany w latach 90 - mówi Rafał Szlas, prezes Gryfa. - Ówczesny prezydent Jerzy Budnik wykonał tylko decyzję naczelnika miasta. O przekazaniu zadecydował zarząd miasta, w skład którego wchodził obecny prezydent Krzysztof Hildebrandt.
W 2004 roku - za zgodą prezydenta - część majątku Klubu na ulicy Wałowej została sprzedana, żeby spłacić długi i przekazać stadion do miasta. To była
transakcja wiązana.
Ostatecznie nie doszło do porozumienia Klubu i prezydenta i stadion nie został przekazany z powrotem miastu. - W 2007 roku – kontynuuje Rafał Szlas - na Komisji Sportu radny Makurat zapytał się, co dalej ze stadionem. Wiceprezydent Tokłowicz odpowiedział wówczas, że przez najbliższe lata nie będzie pieniędzy na utrzymanie i remont stadionu. Rozmawiając z wiceprezydentem powiedziałem: „Czyli rozumiem, że mogę szukać sobie inwestora?” Odpowiedział „tak, proszę bardzo”. Chyba nie spodziewał się, że go znajdę.
Komisji przewodniczył Mirosław Ruciński. - Na moje pytania, czy będą inwestycje na stadionie usłyszałem w odpowiedzi, że są inne, ważniejsze inwestycje – mówi radny Ruciński.
Znalazł się inwestor,
z którym klub doszedł do porozumienia w sprawie inwestycji na stadionie i pieniędzy na bieżące funkcjonowanie. Jak tłumaczy prezes Gryfa, aby były możliwe inwestycje umowa musiała zostać zawarta w formie sprzedaży – inaczej inwestor nie mógł nic robić. W umowie zagwarantował klubowi 25-letnie korzystanie ze stadionu. - Nie było żadnej mowy o likwidowaniu boisk i powstaniu osiedla, jak sugerował prezydent – zwraca uwagę Rafał Szlas. - Ale zapis o sprzedaży nie spodobał się prezydentowi, który chciał przejąć stadion z powrotem nie proponując nic w zamian klubowi. Miasto nie było w stanie zagwarantować remontu, planu inwestycyjnego ani zarządzania. Gryf byłby traktowany jak każdy inny podmiot.
Dzisiaj gdy zarządza nim klub na stadionie odbywają się zawody szkolne, teren użyczany jest wszystkim organizacjom włącznie z policją i strażą pożarną, o ile nie koliduje to z terminami rozgrywek.
- Prawda jest taka, że miasto nic z tym stadionem nie chciało robić – mówi Rafał Szlas. - Nie zależało im, a teraz
przeszkadzają w rozwoju,
bo nie będą mogli sobie przypisać sukcesu. Od samego początku nie było żadnego niebezpieczeństwa, że jeśli Klub będzie zarządzał stadionem to nie będzie można z niego skorzystać. Cały czas próbowałem doprowadzić do debaty publicznej z udziałem mieszkańców i telewizji, żeby prezydent w końcu powiedział o co chodzi, bo do dzisiaj nie chce się spotkać z klubem. Na razie widzimy go tylko na zdjęciach.
Zamiast tego prezydent chciał wzruszyć decyzję z 1984 roku. Wojewoda nie przyznał mu racji, tak samo Minister Infrastruktury. Wejherowo i na to się poskarżyło, ale w czwartek sąd oddalił skargę miasta nie dopatrując się podstaw do jej uwzględnienia. Decyzja, która została podjęta w sprawie przekazania stadionu na 99 lat na rzecz Międzyzakładowego Miejskiego Klubu Sportowego Gryf, nie narusza prawa.
- Prezydent, gdyby chciał wziąć stadion - mógłby to zrobić dużo wcześniej – mówi Rafał Szlas. - Była nawet powołana specjalna komisja, która się tym zajmowała, ale zawsze w ostatniej chwili znajdowano jakiś pretekst, żeby nie podpisać się pod dokumentami przejęcia. Nigdy nie bylem przeciwnikiem, żeby stadion wrócił do miasta, ale na godnych warunkach.
Tomasz Modzelewski







